OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Milwaukee, Wis.) 1881-1901, July 11, 1901, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn91037345/1901-07-11/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

J
f
THE WEEKLT “2MDH”
APFKAH1MO KYBBT THUR3DAT
to ito offieUl ortu ot lho
Polub National Alltoneo. U.S. R. A.
SubactlpUoti prico to thc łł 8.
f I *0 per yo»r.
To othor coantrtoo §*>*)“ "
K. BARSZCZEWSKI, Rditor,
Oflcoi 102- 104 W»it Dirtitol StrMl
CHICAGO, IŁL1H0I3
Ali butlom* commuulcatloiio Obali
bo oddreaood:
TboPolloh Weekly ,.Zfo4l‘*.
Irt-liN W DUlitja ot.. Ct Icogo. Uli
Ali eommontcoliooo to tbo Polilh
Not‘ł Alliouco oboli bo oddroaood:
T. M. HKL1NSKI, Ooo l IttriUrj,
10MOI W. Divl»ion it.. Cblccr% »lo
„ZB0DH“ MH1Z.I.F.
WTCUODZI w UtDT CCWAJtTBK
Prarumarota u wydoiło mqoki* I
*»a»kl» rocsnU. S l.M
LKj Europy.. % ISO
Biuro Zora. Caalr. Z N P. mloAct al*
* duma wtooaym p o. iut-10t W. Ulvl
olon ot. Chicago. IlL
W o solki# ItotT w oprawo, k odmio.
Zwlorko uroz koroopandou, yo do Za
icąduContr. aalwdy praeayiad pod odra
T.S. HKUNSKI.
108-10* W. Dl eto ton ot.. Chicago, lila.
Prookooy bankowa, nocatowo i pto
olodoo pnooytod nolotfy pod odroaooo:
K. MAJ E WBKI,
108-101 W. DWtoton ot.. Chicago, lito.
Koraopoodoocyodotycadra Kedokcyl
„Zgody pradayłoC Balety pod odr.
I. BARSZCZEWSKI,
NB-HM W. Dirteloo ot.. Chicago, nu.
Wazelklr rad iiwty w uprawa, h od ml
atotfaryjnjrh ..Zgody'*, ugtoaiab uo
Ut orukoiak cb naloty adraaować do
ookrolorzo „Zgody":
J.OLBINSKI,
102-lOt W. DnuWual. Chicago. lila.
OKU AN ZWIĄZKU SAK0D0WEU0 POLSKIEGO W STANACH ZJEDNOCZONYCH PÓŁNOCNEJ AMERYKI.
No. 28.
Chicago, 111., Czwartek dnia 11-go Lipca 1901 roku.
Rok 20.
Zwracamy uwagę członkom Związku
Kar. Pol., aby kitair, zmieniając swojo
mieszkanie, podawał zawsze stary i no
wy adres, oraz numer grupy, do której
nalety. Tak samo powinien podać a
dres swej tony, jeśli do Związku Nar.
Pol. nalety, a przedewszystkiem wy
* mienić jej imię. Tym sposobem unik
będziemy mogli. Zatalenia w sprawie
nieregularnego odbierania Zgody po
winien katdy rzłonek również zaopa
trzyć w wyraźny adres I numer grupy.
Jeszcze o Kongresie.
k W poprzednim numerze
,,Zgody” podaliśmy odezwę
Komitetu Przedkongresowe
go, zwołującą kongres kato
licko-narodowy na dzień 24
września r. b., oraz podającą
plan działań kongresu i spo
sób reprezentacji. Jednocześ
nie zaznaczyliśmy w notat
kach, że Zarząd Centralny na
szej instytucji weźmie zapew
ne raz jeszcze pod rozwagę
sprawę kongresu na przyszłem
tjwem posiedzeniu i zachęci
braci związkowych, aby w ze
braniu tom przyjęli udział
bądź co bądź.
W bieżąc}7m atoli tygodniu
doszła rąk naszych inna
jeszczo odezwa Komitetu
Przedkongresowego.
W odezwie tej sekretarz
komitetu tłómaczy najpierw,
dlaczego kongres nie może od
być się wd.d. 11,12 i 13 paź
dziernika, jak tego żądał Za
rząd Centralny naszego Związ
ku.
Odnośny ustęp odezwy
brzmi, jak następuje:
,,Z dniem 1-go października
we wszystkich katolickich
kościołach rozpoczyna sio ró
żańcowe nabożeństwo i to
• trwa przez cały miesiąc. Księ
ża, spełniający gorliwie swe o
bowiązki.nie mogliby zatem w
żaden sposób przybyć na kon
| gres, gdyby ten był zwołany
na dzień 10-go października,
jak sobie tego życzy Zarząd
Centralny. Bez obecności
.• księży na kongresie takie
wnioski, jak: „Równoupraw
nienie polskiego kleru i
szkolnictwo” nie mogłyby
być załatwione i cel kongresu
byłby chybiony. O ile nam
wiadomo, sejm Zjednoczenia
R. K. P. rozpocznie się 17
września b. r. w Syracuse, tak,
7 że delegaci na kongres, będą
cy równocześnie delegatami
na sejm, będą mogli jechać z
Syracuse do Buffalo.
„Powody te skłoniły nas,
że katolicko-narodowy kon
gres polski zwołaliśmy na
dzień 24 go września b. r. do
« miasta Buffalo. Każdy nieu
przedzony przyzna, że prze
mawiają za nami słuszne po
wody, a zatem Zarząd Cen
tralny Zw. Nar. Pol., kierując
się bezstronnością, nie odmó
wi nam także słuszności. Wy
jaśnienie to ogłaszamy dlute
go, aby i szerszy ogół wie
dział o powodach, dla których
nie zastosowaliśmy się do żą
dania Sza*. Zarządu Central
nego, albowiem wobec tego
ostatniego wytlomaczyliśmy
się w osobnym liścio.”
r Nie można nie uznać słusz
®ości wywodów i>owyźszycbt
to też, co do daty zwołania
kongresu, spierać się nie bę
dziemy. Jeżeli nio można
inaczej, to niechże kongres
rozpocznie się 24 września.
Za tym jednak ustępem, u
zasaduiającym datę zwołania
kongresu, znajdujemy inny,
którego bez komentarzy po
zostawić nie możemy.
„Możemy zapewnić Szan.
Zarząd Centr. Związku, — pi
sze sekretarz komitetu — że
ani w czasie obrad kongresu,
ani też w rezolucjach nie bę
dzie potępione żadne wyzna
nie, o ile to da się zaliczyć do
wyznań.
,,Kongres nie będzie potę
piał ani protestantów, ani ży
dów, ani też buddaistów, bo
to nie wchodzi w zakres jego
działania. Zdaje się jednak,
że uchwali jakieś rezolucje
przeciw niezależnym, bo ci
nie są ani żadnym wyznaniem,
ani sektą, lecz luźnymi od
szczepieńcami, podszywają
cymi się pod rytuał katolic
kiego Kościoła. Przy tej spo
sobności oświadczamy, że
żadna grupa, należąca do nie
zależnego kościoła, nie może
wysłać' swego, delegata na
kongres, chociażby nawet by
ła przynależną do Zw. Nar.
Pol. Nie może być również
delegatem żaden niezależny,
chociażby ten należał do gru
py związkowej, złożonej z sa
mych katolików. Przypomi
namy tutaj o tern jedynie w
tym celu, aby uspokoić oba
wy tych, którzy sądzą, że nie
zależni kontrabandą mogą się
wśliznąć na kongres. Zarząd
Centralny Zw. Nar. Pol. zgo
dził sio na to, że na kongresie
będą reprezentowani wyznaw
cy rzymsko-katolickiego Koś
cioła, a zatem też jesteśmy
pewni, że teraż już się nie cof
nie i nie będzie stawiał no
wych żądać.” „
Otóż musimy zwrócić uwa
gę, żo Związek Narodowy
Polski joat instytucją ściśle
narodową, nie mieszającą sic
wcale do spraw religijnych
swoich członków. Niema w
nim grup zależnych lub nieza
leżnych, kalwińskich lub lu
terskich, są tylko grupy pols
kie. Jeżeli więc większość
członków w jakiej grupie uzna
za stosowne, aby grupa była
reprezentowaną na tym kon
gresie, to roprezentant jej
wystąpi tam nie jako repre
zentant cząstki organizacji
kościelnej zależnej lub nieza
leżnej, a jako reprezentant or
ganizacji narodowej, organi
zacji takiej, która niema pra
wa od swych członków
•wymagać świadectw wypeł
niania obrządków przez koś
ciół nakazanych, nie podlega
przeto kontroli, którąby ini
cjatorzy kongresu zaprowa
dzić chcieli.
Jeżeli, dalej, grupa jaka wy
syła na kongres delegata, to
nie dlatego, by delegat ten w
pracach kongresu szkodę czy
nił, a dlatego, że widocznie
uznaje za potrzebne i poży
teczne dla sprawy polskiej za
łatwienie punktów w projek
cie kongresu wypuszczonych.
Niezależni przeciwni są
kongresowi, przypuszczać
wiec, że chcieliby w nim brać
udział—jest nielogicznem. Mo
gą przeciwko kongresowi ze
swego punktu widzenia pro
testować w swych pismach,
mogą go potępiać, ale chyba
sam zdrowy rozum mówi, że
gdyby w tym kongresie udział
czynny wziąść chcieli, jako
tacy, to korzyści by żadnej nie
odnieśli, obrad zerwaćby nie
mogli i jedynie tylko narazi
liby się na nieprzyjemności.
Tyle co do delegatów. Co
zaś do żądania Zarządu Cent
ralnego, aby kongres nie
uchwalał żadnych rezolucyj,
potępiających inne przekona
nia religijne i społeczne, to w
żądaniu tem wyjątku dla nie
zależnych być nie może, nikt
z nas bowiem niema prawa są
dzić, co jest wyznaniem, co
jest sektą, co przekonaniem a
co zapatrywaniem tylko.
Projektodawcy kongresu
powiadają, źo nie będą zacze
piać ani wyznań, ani sekt, je
dynie tylko niezależnych, ja
ko odszczepieńców! Ale prze
cież każda sekta jest odszcze
pieóstwem od tego lub owego
wyznania, postępując więc
konsekwentnie, kongres ka
tolicko-narodowy musiałby
potępić także presbyterjanów,
kongregacjonistów, babtys
tów, anababtystów i t. p. Jak
żeby jednak w takim razie
przedstawił się wobec społe
czeństwa amerykańskiego,
tak bardzo przesiąkłegi^ tole
rancją religijną w najobszer
niejszem tego słowa znacze
niu?
Przedstawiłby się jako
garść ludzi, pozbawionych u
czuć ludzkości i braterstwa.
Niech więc Bóg rozsądza w
takich sprawach, nie my sa
mi — tej zasady właśnie trzy
ma się też nasz Związek Na
rodowy Polski, nie odrzuca
przeto i nic potępia tych, któ
rzy być może iż zbłądzili, nie
może także brać udziału w
ich potępianiu. Byłoby to
przeciwnem jego zasadom
ludzkim, jego konstytucji na
wet, która ani słówkiom nie
potrąca kwestji przekonań
jego członków.
Wobec tego niomoźebnem
jest żądać, aby delegaci związ
kowi, obecni nrzędowo na
kongresie, jako reprezentanci
największej organizacji naro
dowej polskiej w Ameryce,
przykładali rękę do wyklina
nia własnych swych braci, za
to, że mają przekonania czy
zapatrywania odmienne od
naszych.
Gdyby nawet ani jeden z
niezależnych członkiem Związ
ku nie był, to i wtedy jeszcze
Związek Narodowy Polski nie
miałby prawa odsądzać ich od
czci i wiary.
Niech Bóg takie sprawy
rozsądza — powtarzamy.
Niechaj pamiętają o tern
projektodawcy kongresu i nie
chaj nie wymagają od Zwiąż
ku tego, co jest sprzecznem z
jego zasadami.
Związek Narodotfry Polski
sprzyja bardzo kongresowi,
pragnie bowiem jedności i zgo
dy, radby dopomódz ducho
wieństwu w pozyskaniu bis
kupa polskiego, w walce z
biskupami amerykaniza tora
mi, w polepszeniu wreszcie
stanu szkół psrafjalnych —
nie może jednak zgodzić się
na to, aby błądzących braci—
jeżeli są tacy — wyklinać i
wykluczać ze społeczeństwa,
gdyż wszyscy jesteśmy ludź
mi i każdemu powinna być
dana sposobność do naprawy
błędów, każdy powinion mieć
drogę otwartą do powrotu na
łono wiary prawdziwej i do
pracy dla sprawy narodowej.
Kongres katolicko-narodo
wy ma pracować nietylko dla
sprawy kościoła, ale także
dla sprawy polskiej, dla spra
wy całego narodu, polskiego,
a sprawie tej szkodzi — nie
mówiąc już o tem, że jest nie
ludzkiem— wyklinanie i pięt
nowanie własnych br%ci, jako
odszczepieóców.
Nie godzi się czynić tego.
Pożegnanie,
Opuszczając przed upły
wem terminu stanowisko re
daktora organu związkowego,
do czego znaglony jestem przez
stosunki rodzinne, wymaga
jące powrotu mego do Europy,
przesyłam niniojszem braciom
związkowym słowa pożegna
nia.
Tym, którzy skromne usi
łowania moje wspierali, dzię
kuję serdecznie; do tych, któ
rzy mi nieżyczliwość swą oka
zywali, nie czuję urazy.
Wszystkim sprzyjam i życzę
jaknajlepiej, jako rodakom, ja
ko- braciom, pracującym dla
wspólnej matki naszej, Pols
ki.
Jawnym owocem tej pracy
dzielnej jest Związek Narodo
wy Polski, to też o jego roz
wój i dobrobyt powinni bra
cia moi dbać przedewszyst
kiem.
A dbać bodą, jezoli potrafią
na kierowników tej organiza
cji wybierać zawsze ludzi su
miennych, którzy nie pną się
na urzędy dla własnych zys
ków, a dlatego, że Związek
kochają i pragną mn służyć
tak, jak służyliby, g4yby Oj
czyzna powołała ich na takie
same stanowiska.
A dbać będą, jeżeli ifriz ob
rawszy najlepftżyob 'Wodług
swego przekonania kierowni
ków, dadzą im posłuch i poprą
ich pracę, zamiast jjej prze
szkadzać przez pibłeaty, po
dejrzenia lub przestdno wy
magania.
A dbać będą wresfccfe, jeże
li, pracując nad rozwojem
Związku materjalnym, czuwa
niem i opieką gorliwą otoczą
też sprawy jego moralne, nie
zapomną, iż Związek jest tak
dobrze organizacją bratniej
pomocy, jak i organizacją na
rodową, która w sprawach
narodowych zawsze winna
być pierwszą, zawsze brać w
nich udział czynny, gorący.'
Tego braciom mym, tuła
czom na obcej ziemi, życzę i
tego się od nich spodziewam,
przesyłając im pożegnanie
moje.
Co sio tyczy pracy mej —
nie mnie o niej sądzić, czuję
jednak i mogę to powiedzieć,
żem spełniał obowiązki na
mnie włożone tak jak mi su
mienie nakazywało, nie kieru
jąc się względami osobistymi
a pożytkiem ogółu.
Niech Związek Narodowy
Polski kwitnie i rozwija sic,
niech będzie zawsze matką
dobroczynną dla maluczkich i
pokrzywdzonych, niech nie
przestaje wiernie służyć tej
krainie pięknej a dalekiej, tej
Polsce nieszczęśliwej, której
wierne dzieci pod swój sztan
dar garnie.
Z bratnicm pozdrowieniem
S. Barszczewski.
Chicago, d. 11 lipca 1901 r.
Z Poznania.
17 czerwca.
Wiec przeciw pijruistwn i kar
ciarstwn. — „Dzień niemiecki”
to Jarocinie i prolog panny
Ruedigcr. — Wygnanie socja
listów polskich.—Areszt „ Wiel
kopolanina".
Na pierwszy wiec „obyczajowy”
przeciwko pijaństwu i kurciarstwu
stawiło się wczoraj w sali bazaro
wej w Poznaniu przeszło 000 osób
płci obojga wszystkich stanów.
Wiec miał cechę ludową i odbył się
pod przewodnictwem sędziego pa
trona Jackowskiego, w obecności
delegatów wielu stowarzyszeń rze
mieślniczych. Ksiądz Kościclski
odczytał podniosły i gorący list ks.
arcybiskupa H Labie ws ki ego, z bło
gosławieństwem dla wiecowuików.
Przemawiał z werwą Józ. Choci
szewski z Gniezna, założyciel tow.
wstrzemięźliwości „Jutrzenka”, z
której łona wyszła myśl zwołania
wiecu. Lekarz dr. Karwowski wy
łożył fachowo skutki pijaństwa; dr.
Cchcbowski proponował środki za
radcze. Wiec jednogłośnie uchwa
lił stworzyć powszechne tow. wstrze
mięźliwości, wydawać pismo i bro
szury przeciw pijaństwu i domagać
się od parlamentu i sejmu poparcia
swych usiłowań. Uchwalono rów
nież tępić zły zwyczaj dawania wód
ki pracownikom, ograniczać liczbę
karczem, nie pozwalać dzieciom i
młodzieży na picie wódki, piwa i
wina, walczyć przeciwko praktyko
wanym powszechnie „toastom1’ na
zebraniach i t. d.
W silnych wyrazach przemawiało
kilku móweów przeciw karciarstwu.
Sekretarz wiecu p. Krysiak nazwał
je wprost grzechem śmiertelnym i
oświadczył, że należy odsądzać od
czci i wiary tych, co jeżdżą zagra
nicę „udawać wielkich panów pol
skich za zielonym stolikiem piekeł
hazardownej gry”, Cokolwiekbądż
ten wiec, złożony z o«ób wszystkich
stanów, kładący „znamię potępie
nia" na czoło karciarzy, musi za
wstydzić niejednego z „wielkich" i
„małych" panków, puszczających
ojcowiznę przy zielonym stolika.
A takich jest dożo nictylko n nas
w Wiclkopolsce; ich można piętno
wać i nad Wisłą, i nad Niemnem, i
nad Dniestrem. To wada narodo
wa: p. Chociszewski twierdził na
| wiecu, że niegdyś rozbiór kraju
podpisali „gracze hazardowi”.
Wiec uchwalił walczyć s karciar.
Btwotfj nietylko nałogowem, lecz i
amatorskim; nie pozwolił nawet
dzieciom dawać kart dla zabawy.
Poprawiamy obyczaje, żeby choć
cokolwiek odetchnąć o<l polityki.
Sejm odroczony, przeto u nas cisza,
którą przerywają swymi wybrykami
hakatyści. Oni dochodzą do sin
pów granicznych swej agitacji.
Niedawno w Wąbrzeźnie, na zebra
niu publicznem hakatystów, sędzia
Triebel nazwał ces. Wilhelma pro
tektorem liakatyzmu za jego pa
miętną mowę w Toruniu. Osoba
monarchy powinua przecież być
wyższą nad tę agitację, ale sędzia
Triebel z tern się liczyć nie chce.
W’ zeszłą niedzielę odbył się
„dzień niemiecki” w Jarocinie.
Zjechało się do 5 tys. niemców z
Księztwa. Wypito dużo piwa, spa
lono dużo ogni sztucznych i naga
dano się na temat „niebezpieczeń
stwa polskiego”. Arcykapłan ha
katyzmu, Kennemann, rzekł uro
czyście: „Kresy wschodnie są nie
mieckimi, chociażby przesiąkły
krwią polską i — koniec końców —
zostaną niemieckimi”. Zebranie
potakiwało mówcy. „Czy ziemia,
nad której rozkwitem siedmiu Ho
henzollernów pracowało, ma nale
żeć do polaków”? — zapytał p.
Kennemann. Na to zebrani odez
wali aię: nigdy!
Ciekawą zabawę obmyślili sobie
nasi współobywatele (pierwszej
klasy) zebrani w Jarocinie. Oto
niejaka panna Ruediger, wyobraża
jąca „Gerinanję'’, wygłosiła prolog
ze sceny, w którym ubolewała, że
nie widzi na zebraniu dziecka pol
skiego — dąs Polenkind, nad któ
reni ona rzekomo czuwa dzień i
noc. „Czem jesteś — wolała tro
tkliwa niemka do nieobeeuego
dziecka — to zawdzięczasz mnie,
mianowicie dobrobyt, który ci da
łam. A za moją wierność, co jest
nagrodą? Niewdzięczua złość, nie
nawiść i szyderstwo! Marzeniem
twojem pozostaje „Polonja”, ale
póki żyje „Germanja”, nigdy się to
nie ziści1’.
Polakom, zepchniętym na stano
wisko obywateli drugiej klasy w
państwie pruskiem, naturalnie, ani
się śniło być na odpuście jarociń
skim. Szkoda, że niemcy jarociń
scy nie odczytali sobie na tym od
puście ludowej „Schlesische Volks
zeitung”. Dziennik ten pisze z
powodu historji we Wrześni, gdzie
przed paru tygodniami matki pol
skie ratowały ze szkoły swoją
dziatwę, chłostaną za opór, stawia
ny niemieckiemu wykładowi re
ligji: „Na tej drodze dalej iść nie
można. Należy się postarać, żeby
dzieci uczyły się takżą czytać i pi
sać po polsku! Należy pozostawić
nietkniętą polską naukę religji i
porzucić politykę kłócia szpilka
mi”. Zupełnie w tym samym du
chu napisał organ szlachty prus
kiej „Deutsches Adelsblatt”, oce
niając ów wypadek wo Wrześni:
„Pisma niemieckie notują z zado
woleniem, że policja i ża miar mer ja
przywróciły porządek; ale zamil
czają, co się dziać musiało w ser
cach ojców i matek katowanej
dziatwy. Nie wahamy się powie
dzieć, że fałszywą i złą wydaje się
nam droga, na którą usiłuje ze
pchnąć władze prasa szowinistycz
na".
Komiczna posłać panny Ruedi
ger, dziwiącej się nieobecności
„dziecka polskiego” w Jarocinie,
nabiera wobec tego niemal tragicz
nego oświetlenia, bo za niąatoją:
pruski nauczyciel, pruski żandarm
i pruski hakatysta, którzy bynaj
mniej nie uosabiają macierzyńskiej
opieki nad dzieckiem polakiem.
Pokłócili się ze sobą nawet socja
liści polscy a niemieccy. Dotąd
socjaliści w Niemczech uznawali
istnienie osobnej grupy polskiej,
która uawet stawiała w niektórych
okręgach swoich kandydatów pol
skich
Teraz zaś odbył się w Bydgoszczy
zjazd socjalistyczny, na którym
międzynarodowa „towarzyszka” p.
Róża Lusemburg, znająca dobrze
stosunki polskie, rzuciła "natemę
na socjalistów polskich i oskarżyła
ich o „kierunek polsko-narodowy”.
Zjazd uznał ten grzech za dowie
dziony i wykluczył socjalistów pol
skich ze swego grona. Odmówił
im nawet prawa mianowania się
„prawowiernymi” socjalistami, na
zywając ich poprostu „grupą bur
żuazyjną, robiącą pot roszę w socja
lizmie”. Wypędzeni z raju mię
dzynarodowego, socjaliści polscy
znaleźli się w dość dziwnein poło
żeniu. Mistrz socjalistów polskich,
p. Daszyński, ciągle grający na
strunie narodowości polskiej, musi
chyba również zostać wygnańcem
z raju.
Przedwczoraj prokuratora naka
zała przy aresztować cały nakład
codziennego pisma „Wielkopola
nin” w chwili, gdy go miano eksped.
jować na poczty. Domyślają się,
że stało się to z powodu artykułu o
pomniku ces. Wilhelma. Wogólo
takie areszty całego nakładu pisma
w Prusach są bardzo rzadkie. Czy
to ma być zapowiedzią uszczuplę*
nia praw prasy polskiej?
Bój,
Ze Ślązka.
W numerze 128 hakatystycznej
„Kattowitzer Zeitung” podaje je
den z nauczycieli następującą cie
kawą statystykę:
Z 64 dzieci, ztóro już trzeci rok
do szkoły chodzą — jak nauczyciel
ów stwierdził — pobiera 140, to jest
prawie 50 procent, naukę w pol
akiem czytaniu i pisaniu w domu
przeważnie od własnych ojców. Z
tych 30 dzieci dziewięcioro dopiero
zaczynało się uczyć, 14 umiało jui
dosyć biegle, a 7 zadowalająco czy
tać i tłomaczyć. W 26 rodzinach
znajdują się polskie gazety, prze
ważnie „Katolik”,— w 9 rodzinach
gazety niemieckie Z pomiędzy
6-1 dzieci wolno tylko 12 w domu
po niemiecku się modlić i mówić—
choć cłonkowie rodziny znają ję
zyk niemiecki, a przynajmniej w
przeważającej części. Bardzo wie
le dzieci przyznało otwarcie, żo oj
ciec się gniewa na uicmców i wy
zywa ich.
„Przyznanem podszczuwanin, u
prawianem przez gazety polskie —•
pisze ów nauczyciel dalej — moż
na takie objawy zrozumieć, a choó
„Katolik” z tego bardziej się może
cieszyć, poważne osoby (niemiec
kie) będf} nad owemi objawami u
bolcwały. W ten sposób tworzy
się nienawiść (rasowa i narodowa),
przeciwieństwa zaostrzają się co
raz więcej, a pokojowe rozwiązanie
sprawy polskiej staje się wręcz
niemoiliwcm (?). Byłby dopraw
dy czas, żeby re%d energicznie w to
wkroczył. Niemiecka szkoła jest
wprawdzie wałem ochronnym prze
ciw polskości, sama jednak nie jest
w stanie spełnić swego zadańia'\
Tyle ów nauczyciel.
Jeżeli tak jest, to gazety polskie
mogą z zadowoleniem powiedzieć,
iż w tej miejscowości swojo zada*
nie spełniły. Jeżeli rzeczywiście
w 52 rodzinacli z pomiędzy Oi ro
dzin dzieci muszą się.modlić i mó
wić po polsku, to widać z tego, jak
wielkie przywiązanie do wiary i ję
zyka ojczystego ożywia ludność
polską na Slązkn i daje jej siłę, a
by odeprzeć germanizację. Sława
tedy rodzicom, którzy swój obowią
zek spełniają, a mianowicie owym
ojcom, którzy się o naukę języka
polskiego tak pilnie starają.
Niechże nasi ojcowie naśladują
tych dzielnych ślązaków; niechże I
oni uczą dzieci języka polskiego,
pacierza polskiego, czytania i pisa
nia polskiego, aby nie zginęły w
morzu nicmieckiem,

xml | txt