OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Milwaukee, Wis.) 1881-1901, August 22, 1901, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn91037345/1901-08-22/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

jmtmi.it.
WTOMOU V ŁUOY CłWUnK
Kuropy ... .‘.'.'..7t XM
Mlura Iw. Chu ZN P un«*<i »tą
» «*>■»» «lu»7B n a. IW-IW W Dl >1
••on »t Cbicu*. ■ III.
WiMlkl* ll*«jr w •|in»a<h iilnlk
IwlMka om IniMpoiuleoi ;• tlo It
T tanulruU tiaMAy pimayUu: podkuta
T. ■. HKLIKSKI.
lUMOlW. Dtatoloab., ctirtto. lila
Hrwku; ktDko««, |hxiMv>>I|iI*
•M** l»r—yl»f utMv p<4 uIiwmii
«. MAJEWSKI.
IW It* W. ŁMtUIou M.. Citicatro. 11 U.
lompoilatr > a Aotłc rąi • Kaclu^i
„I W ody pra*ayla£ italafy pod mat.
T. SIEMIRADZKI.
MB-IO* W. Ditlaioti •».. Clutaco. Ilu.
Waaalkl* ui iiaty * aprawai b admi
Dtotiaa yjuwli ..X|ódy". ol'|i«im ino
W>t .1 tuka rak ich nalały uui«*wwać Uw
uknniu ..Za«dy”:
J OLBIHSKI.
IM IWW. lkiiłUiiiiL ( bkico. III*.
No. U.
OUUAS ZWIĄZKU NARODOWEGO POLSKIEGO W STANACH ZJEDNOCZONYCH PÓŁNOCNEJ AMERYKI.
Chicago, 111., Czwartek dnia 22-go Sierpnia 1901 roku.
THE WEEKLT “260118”
AITKAKI.NO KVKKY TU U RS DA Y
km th* oAeiai organ ot tht
Poliah HauobaI AUiano*. V. S. K. A
ttabaCllpUoii pnr* lu thi U S.
•1 p>i y*ar.
lo utliar • ounlriaa flki •• *
T. SIEMIRADZKI Editor,
OSon 102 • 104 Wmt Dlatalaa Duui
CHICAGO. ILU SOU
Ali biuHUM* ruBuuUCUkiuiaill f
o* ośśrmmś:
Th* Polish W**kly „Zgoda”.
101-104 W. l>ivi«toa at. Chicaga, lila
AU coiiimnnlratluna to th* Poliab
Nat‘l AlLaur* ahall Im addr*a**d:
T. M. HELINSKI, Gan’l Saeratary,
1U IM W.'Ulvlali»aŁ, Chicago. lila.
Rok 20.
EDMUND ZBIGNIEW BRODOWSKI.
W przeszłym tygodniu przyniósł
nam telegram smutną wiadomość
0 nagłej śmierci ś. p. Edmunda
Zbigniew'* P.>-odew., kiego, konsula
lilie-ryk. ans ki ego w Soliugcu który
/mart w domu swego przyjaciela,
inżyniera Kubickiego w Eberswal
de. w niedzielę 11 sierpnia. Bro
dowski był wybitna postacią wśród
naszego polsko - amerykańskiego
społeczeństwa, a w historji Związku
odegrał pierwszorzędną rolę — i dla
tego należy mu się szersze wsj»o
mnienie.
Edmund Zbigniew’ Brodowski u
rinlził się IG listopada 1852 w Poz
naniu; młodość spędził w Plesze
wie, gdzie ojciec jego piastował u
rząd sędziego. Nauki pobierał w
gimnazjum w Poznaniu i Śremie,
następnie na uniwersytecie we
Wrocławiu i Lipsku. Po ukończe
niu nauk uniwersyteckich, w roku
lt$7G udał się do Ameryki i w New
Yorku przez kilka miesięcy redago
wał Kurjera Nowojorakiego. W
owym czasie zwrócił na siebie uwa
gę ciętym artykułem krytycznym,
umieszczonym w „Gazecie Katolic
kiej” przeciw lichej „historji pol
skiej” jakiegoś Kośmickiego z Kó
iy, drukowanej w „Gazecie Pol
skiej”.
Następnie wyjechał do San Fran
cisco, gdzie z początku ciężko praco
wał przy kolei ulicznej, a potem był
kusztoszem archiwum miejskiego.
Tam też zapoznał się z Henrykiem
Sienkiewiczem, Heleną Modrze
jewską, jenerałem Krzyżanowskim
1 kapitanem Piotrowskim. / tej
epoki napisał z prawdziwynT talen
tem i humorem „Wspomnienia tu
łacza”, drukowane w przeszłym ro
ku w krakowskim „Czasie”, a w
styczniu b. r. w „Tygodniku Ulu
strowanym w Warszawie.
W roku lf<S4 przybył Brodowski
do Chicago i wkrótce potem objął
redakcjo „Gazety Chicagoskiej”,
założonej przez Antoniego Kluppa
W owym rzaaie wychodziło w A me
ry cc coś około pięoiu gazet pol
skich. „Gazeta Chicagoska” jxxł
jego redakcją odrazu wysunęła się
na pierwsze miejsce przez orygi
nalne artykuły, traktujące bieżące
sprawy umiejętnie, ze znajomością
stosunków, z humorem i werwą
młodzieńczą. Zdolności jego nale
życie •cenili ówcześni przodownicy
Związku N. I\, powołując go na
redaktora „Zgody”, wychodzącej
wówczas w Milwaukee, na miejsce
ustępującego Ignacego Wendziń
skiego. Brodowski objął redakcję
„Zgody* w maju 1SH5 i prowadził
ją przez cztery i pół lat. obierany
trzykrotnie na sejmach w La Cros
se, Bay City i St Paul.
Obejmujcie redakcję organu
■/.wiftzkowe(fo, Brodowski nie mógł
się powtKlowir wigiliami materjal
nemi, bo peuaja ówczesnego reda
ktora wynosiła zaledwie 400 doi.
rocznic; lecz pchała go do pracy
miłość dla sprawy narodowej,
pchała go iden złączenia polaków
w Ameryce w jedno bratnie grono,
w jeden węzeł rodzinny, by wspól
nie pracować nad morałnetn i ma
terjaluem podniesieniem naszego
ludu i dla sprawy narodowej. f’rn
cował prawie o chłodzie i gh>.
dzie, ale z brawurą młodzieńczą.
A praca ta nie była łatwą. Jtyt
bowiem Związku przez wewnętrzne
rozterki i napąaci nieprzyjaciół
był wówczas chwilowo zachwiany,
a egzystencja jego niezmiernie tru
dna. Ale Brodowski piórem i ży
wem słowem (bo obok talentu pi
sarskiego miał dar agitutorski)
podniósł Związek w przeciągu nie
spełna dwóch lat do liczhy trzech
tysięcy członków. Artykuły jego
V
pisaue od serca — jak mawiano —
trafiały do serca i przekonania braci
związkowych i wywoływały wprosi
entuzjazm. Każdy szczycił się
jawnie, że jest związkowcem, że na
leży do orgauizacji narodowej, któ
rej celem jest praca dla ojczyzny.
Zlękło się tego wzrostu stron
nictwo klerykalne, pragnące mieć
kontrolę nad życiem i dążnościami
całej emigracji i powstała walka,
jakiej przedtem miii potem nie było.
S\|ts*> j*.j**.ł\,‘»e*e i zbiorowe
klątwy, wysyłano meinorjały iło
biskupów, wojowano w pismach
specjalnie nawet w- tym celu zakła
danych. Hyla to walka straszna,
zażarta, walka na śmierć i życie —
1h> walka o jtrutro bytu stronnictwa
narodowego i egzystencję Związku.
Tutaj Brodowski rozwinął cały
zasób cnergji, talentu i humoru.
Piszący te słowa patrzał na tę
walkę z bliska i je9t tego przekona
nia. że gdyby redakcja „Zgody”
czynie. Czyn ten ma jeszcze tom
donioślejsze znaczenie, że za to na
raził się H. zawodowym politykie
rom, którzy j zmusili do ustąpie
nia, a jednak za swoich rządów nie
pozwolił na usunięcie ani jednej
polaka oil pracy. Cześć mu za to.
Sejm w Clereland w r. 18V5 |>o
wołał Brodowskiej na prezesa Za
rządu Centralnej. Za jej rzą
1 dów /ostał wybudowany okazały
(kun Związku V. P. w klotvu. »je
■ dzisiaj mieszczą biura biblioteka i
drukarnia „Z jdy” i który jest na
szą chlubą.
Krótko przed następnym sejmem
Brodowski mianowany został przez
prezydenta McKinley'a konsulem
amerykańskim w Wrocławiu; zło
żył więc urząd prezesa Związku i
wyjechał iih nowe stanowisko dnia
14 j sierpnia 1W>7. Lecz tu spot
kał j ciężki zawód. Kząd nie
miecki, wiedząc niezawodnie o jej
patrjotycznej dzudaluości w Anie
EDMUND ZBIGNIEW BRODOWSKI.
Podług fotografjl z Solingen.)
wówczas w mniej zdolnych •poszy
wała rykach, rozwój Związku byłby
cofnięty o cały dziesiątek lat wstecz.
Brodowski zwerbował sobie do po
mocy dzielnego szermierza w oso
bie ks I kunagalskiego i w dwójką
pobili nieprzyjaciół na głowę. Zwy
cięstwo było świetne. Związek wy
walczył robie prawo obywatelstwa.
< Mtąd też rozpoczyna się jego
szybki, spokojny i normalny roz
wój. W tej walce Brodowski oddał
Związkowi niespożyte zasługi. Ja
kiekolwiek bądź były błędy jego,
nikną wobec ogromu tych zasług. .
Na Sejmie bufTulowakim w j>hż
dziernikn Brodowski złożył
redakcję „Zgody” i założył biuro
notarjalne w Chicago, które przeć
pewien czas prowadził do ipólki z
p. Piotrem Kiełbasą. W rok po
tem guliernator Altgeld mianował
go komisarzem parków chicago
skich. Na tein stanowisku Bro
dowski znów dowiódł, że zawsze
i wszędzie miał dobro swoich rpda
ków na myśli i dla nich wyłącznie
pracował — bez względu na własną
korzyść materjalną. W parku bo*
wiem Humboldta, którym głównie
zarządzał, jiostarał się o pracę dla
przeszło40(Kilaków. Gdy raz przed
łożono listę robotników z tegoż
parku głównemu zarządowi, jeden
z kolegów komisarzy wyraził się,
że lista ta wygląda, jak „karta wy
cięta z księgi adresowej miasta
Warszawy”, Fakt ten jest chlub
iłem świadectwem szlachetnego cha
rakteru Brodowskiego i jego dla
rodaków życzliwości. Dowodzi bo
wiem, że patrjotyzm nie mieścił aię
u niego w czczych słowach, lecz w
ry<-^ nie chciał go jako konsula w
Wrocławiu zatwierdzić. W raicie
po dziewięciu miesiącach staniu,
które wyczerpały wszystkie jego
fundusze, został przeniesiony uu
konsulat do Fuertłi w łiawarji, a
ztiimtąd do Solingen w Nadrenji.
Jako konsul, Brodowski otrzymał
priełiwałę od amłiasadora w Berli
nie i naszego rządu w Wusłnngto
uie za artykuły polemicznie, w któ
ryełi bronił rządu amerykańskiego
wobec na|Miś('i pism niemieckich
podczas wojny z Hiszpanią. Leyz
i rodakom naszym we wszystkich
trzech zaborach oddał niemało
usług, śpiesząc im z radą i pomocą
we wszystkich sprawach, jakie mie
li do załatwienia w Ameryce.
IX, „swoich" w Ameryce zawsze
tęsknił i sprawami naszemi do koń*
ca żywo sit; interesował. Wierzył,
że do nas jeszew* wróci i z nami
dalej pracować będzie.
Niestety, stało sit* inaczej. W
styczniu zeszłego roku zapadł
ciężko i * grypę i od togo czasu
niedomagał na zdrowiu. W marcu
bieżącego roku miał napad krwo
toku z płuc, lecz jeszcze nie traci|
nadziei, jeszcze ze swej choroby
dworował, Aż ta nagle śmierć
przecięła pasmo pracowitego je go
życia.
£ycie jego było ciężkie i twarde.
Walczył często z niedostatkiem i
rzadko fortuna do niego się u
śmiechnęła. Ale czy to w dniach
smutku, czy wesela, zawsze służył
dobrej sprawie i we wszystkich brał
żywy udział. Stronnictwo narodo
we traci w nim dzielnego przodo
wnika, nieustraszonego szyrmierzą
i utalentowanego dziennikarza Ja
ko redaktor „Zgody" i prezes Związ
ku trzymał sztandar związkowy wy
soko, a ideę braterstwa stwierdzał
własneut życiem, bo choć sani wy
soko wykształcony, chętnie z każ
dym bratał się prostaczkiem i w
każdym wuiziałj równego sobie
brata. W pożyciu był szczery, o
twarty, gościnny i zawsze pełen
1 złotego humoru, t
/maity Zbigniew Brodowski p«.
I z<>s'.awił żouę, syna i dwie
córki.
W obec otwartej mogiły oddaj
my hotłł zasłudze — niepaiuiętajmy
błęlów.
Zegnamy cię, druhu nasz ko
chany, niechaj ci Bóg nagrodzi
twe trudy, twą miłość do braci i
ojczystej ziemi.
Cześć pamięci zacnego |>atrjoty!
Pokój jego duszy!
Sprzymierzeńcy
a nie * 1 "wiąz
Jósrf Olbmski.
część i.
Wypowiedzieliśmy w prze
szłym nunit rzo Zgody nasze
zapatrywania na Związek N.
P. Teruz z kolei dodajemy w
tem miejscu kilka słów o re
szcie wychodźtwm.
Uważając Związek N. P. za
ośrodek, za rdzeń wychodżtwa,
spróbujemy spójrzeć na inne
organizacje i na resztę polonji
amerykańskiej ze stanowiska
ich przyjaznego lub nieprzy
jaznego stosunku względem
Związku. Mówiąc o Związku
X. P. mamy tutaj zawrsze na
myśli organizację polityczną,
t~ j. tę część społeczeństwa
polskiego w Ameryce, która,
skupiona dokoła sztandaru
związkowego, myśli o ezynoj
pracy dla sprawy, narodowej.
Wychodząc z tego stanowi
ska, najbliższymi Związkowi,
a wiec naturalnymi jego sprzy
mierzeńcami, sir te polskie
organizacje i towarzystwa, któ
re głoszą i wyznają otwurcie
dwie główne zasady związko
wo — a więc równouprawnie
nie przekonań religijnych, spo
łecznych i politycznyzh, oruz
pracę czynną dla sprawy na
rodowej. W szeregu tych or
ganizacij stawiamy na pierw
szem miejscu Sokolstwo, t. j.
Związek Sokołów i wszystkie
gniazda sokolskie, które już
istnieją, loct jeszcze się do
głównego Związku nie przyłą
czyły. O ile wiemy, nie tyl
ko w Związku Sokołow, lecz
i w tych pojedynczych gniaz
dach. rozrzuconych po całym
kraju, panują zasady te samo
co w Związku N. P. lub bar
dzo do nich zbliżone.
Tuż obok Sokolstwa stoją
Związek Śpiewaków i Zwią
zek Młodzieży Polskiej. Tam
także H{»otykumy się z głów
nemi zasadami Związku N. P.,
a więc z kompletną pokrew
nością duchową
W dalszym ciągu do wyraź
nych sprzymierzeńców Związ
ku N. P. zaliczamy cały sze
reg tych luźnych towarzystw
i kółek oświaty, bibliotek, to
warzystw literackich i t. d..
któro nie mają w swoich usta
wach żadnych specjalnych za
strzeżeń religijnych lub poli
tycznych. Kółek tych jest
mnóstwo; choć niezbyt impo
nujące liczbą członków i zu
zamożnością, stanowią one ra
zom potężuy czynnik w życiu
umrgłowem wecbodżtwa.
Do tej/e kaiegorii sprzymie
rzeńców Związku musimy za
liczyć także znaczną liczbę o
sób nio należących ani do
Związku, ani do żadnych jk>
krewnych mu duchem towa
rzystw, lecz przyznających się
otwarcie do zusud związko
wych. Takich jest także nie
Są to albo ludzie prze
ważnie młodzi, niedawno przy
byli z Kuropy, którzy się je
szcze rozgląda ja dokoła siebie
i wcześniej czy później zuajda
się w szeregach związkowych,
albo starsi, którzy dawniej
mieli inne przekonania, lub
nie mieli żadnych, a obecnie
przez czytanie, obcowanie z
ludźmi, uczęszczanie na ob
chody narodowe i L d. zwalna
nabierają przekonali związko
wych. Także jest nawet mię
dzy członkami innych organi
zacij niemało osób, które z
biegiem czasu zbliżyły się
swoimi przekonaniami do
związkowców, lecz trzymają
się swoich organizacij, jako
starzy członkowie, bądź przez
przywiązanie do nich, bądź
przez wzgląd na poiuesioue
już koszta.
Nie przesadzimy, jak się
zdaje, utrzymując, że liczba o
sób należących do całej tej
pierwszej kategorji, którą na
zwaliśmy ogółem sprzymie
rzeńcami Związku jest niemal
tak wielką, jak i liczba związ
kowców właściwych.
Za tą pierwszą lin ją nastę
puje druga, bardzo liczna i
mocna. Należą tło niej w pierw
szym rzędzie, wszystkie to
organizacje polskie, które po
siadają w swoich ustawach
zastrzeżenie, że człoukaihi ich
mogą być wyłącznie tylko o
soby wyznania rzymsko-kato
lickiego. —
Pod jednym więc względem
cała ta cześć wychodźtwa
zorganizowanego odróżnia się
zasadniczo od związkowców.
Lecz tylko |kx1 jednym. Pod
drugim, t. j. w stosunku do
.sprawy narodowej, wszystkie
te organizacje są ściśle pol
skiemi, patrjotycznemi i szcze
rze miłującemi ojczyznę. Nie
piszą się one na ostre metody
i taktykę czyuną w sprawie
narodowej, h*cz też często mo
żna spotkać się u pojedyn
czych członków, a nawet w
organach tych organizacij z
bardzo wyraźną syrapatją dla
najostrzejszych nawet środ
ków w celu oswobodzenia Pol
ski, a już w każdym razie z
absolutną anty pat ją dla cie
miężyeieli Ojczyzny.
Stańczykowstwa,* ugodow
stwa i innych tym )>odobnych
objawów kretynizmu polity
cznego nie ma tam ani śladu.
Jest tu lub ówdzie brak zna
jomości historycznej strony
sprawy narodowej, ale na ten
brak cierpi w obecnej chwili
cały niemal ogół polski nie
tylko tataj, lecz i w starym
kraju.
W tej drugiej kategorji
pierwsze miejsce zajmuje brat
nia organizacja — Ziedrmeze
Polsk o- Ikutolirk ie. Czv ta jac
organ Zjednoczenia zaostaiuie
lata, widzimy w nim odbicie
czystego ducha patrjotyzmu i
miłości Ojczyzny, który oży
wia samą organizację.
Podobnież nie mamy nic do
zarzucenia p<*i względem na
rodowym wszystkim mniej
szym organizacjom |>olsko
katolickim w Detroit, St. faul,
Buffalo, Chicago i Pittsburgu.
Uważamy jo wszystkie za pra
we skrzydło wychodźtwa pod
względem narodowym. Wo
lelibyśmy znaleźć u tego skrzy
dła więcej radykalizmu w
kwestjach polityki polskiej.
Polityka, chociażby najrady
kulniejsza, najostrzejsza w sto
sunku do wrogów ojczyzny,
godzi się najzupełniej z kato
licyzmem. Przykładem wiecz
nym jest i zostanie tysiąc
księży polskich, którzy po o
stutniem powstaniu znaleźli
sie w jednej wiosce syberyj
skiej, parę tysięcy wiorst za
Irkuckiem. Przykładami wie
cznymi są tacy księża jak
Ściegienny, Piotrowicz, Mac
kiewicz, Brzoska i tylu in
nych. Przykładem wreszcie
najlepszym jest cały kler pol
ski. świecki i zakonny z roku
1863, który przed powstaniem
otwarcio poddał się w spra
wach politycznych pod rozka
zy Komitetu Centralnego, a
później Rządu Narodowego.
Zresztą i dzisiaj w kraju,
szczególnie w zaborze rosyj
skim, mnóstwo księży pracuje
dla sprawy narodowej w zgo
dzie i porozumieniu ze stron
nictwami radykał nem i. Są
tam księża, opierający sie o
stro i stanowczo nakazom i <
wymaganiom rządowym. Za
bór pruski miał cały zastęp
księży walczących z rządem.
Sam obecny kardynał Ledo
chowski przekonał się w
swoim czasie, jak wygląda
pruskie więzienie.
Zabór rosyjski miał w naj
nowszych czasach dwóch bi
skupów wygnańców, ks. Hry
niewieckiego i ka. By mona.
Każdy niemal numer piani
krajowych przynosi nam na
zwiska . księży wiezionych,
wywożonych lub karanych
pieniężnie przez Rosje. W ro
ku lHlKł cały skład seminar
iom kieleckiego siedział w
cytadeli.
Ani religja, ani sukienka
kapłańska nie przeszkadzały i
nie przeszkudzują tym dziel
nym obywatelom, tym pra
wym synom ojczyzny brać u*
dział w obronie czynnej, w
walce na ostrze z systemem
rządów zaborczych. Dla eze
gożby tutaj na wychodźtwie
miało być inaczej? Przecież
wychodżtwo jest częścią całe*
go narodu, a więc polityka
wychodżtwa powinna byó
częścią j>o(hyki narodowej.
Nic nie stoi na przeszko
dzie, aby ci polaey na wy«
choditwie, którzy różnią się
z nami na punkcie przekonań
religijnych, łączyli sie z nami
na punkcie ^toliiyLt polskiej
krajowej.
I u ua w ychud/.iw ic możemy
się różnić pod wielu wzglę
dami. Tu drogi nasze mogą
być różne i czasami muszą się
rozchodzić. Lecz w stosuuku
do Polski, której nie obroni
my bez walki i to wulki, pro
wadzonej na ostre, możemy i
|>owinniśmy być jeduem cia«
łem i jedną duszą. Bylibyś
my więc niewymownie szczę*
śliwi, gdyby i to prawe skrzy
dło wychodztwa patrjotyczne^
go nabrało przekonania do
bardziej energicznej i stanow
czej metody politycznej, gdy
by i ono zaczęło popierać in
stytucje nurodowe, mające na
celu bezpośrednią walkę z za
borcami, jak up. Skarb Naro
dowy. Wierzymy nawet, że
z biegiem czasu przyjdzie i do
tego. A przedewszystkiem
wierzymy, że, gdyby dziś sta
ra macierz zawołała wielkim
głosem na swoje dzieci, to o
bok związkowców znaleźliby
się w szeregach walczących
liczni zjednoczeńcy uniści, sto
warzyszeócy. i t. d.
Obok tych organizacij mu
simy również, jak i w poprzed
nim wypadku, jostnwić drob
ne towarzystwa i kółka lite
rackie, różne bractwa i towa
rzystwa ściśle parafjalne, chó
ry śpiewackie oraz cała masę
ludzi nie należących do żad
nych towarzystw, nie uznają
cych równouprawnienia wy
znali, lecz dobrych i szczerych
polaków.
Przekonania religijne tych
wszystkich rodaków szanuje
my i uznajemy, o ile nie spo
tykamy sio z nietolerancją.
Szanujemy i uznajemy rów
nież ich uczucia narodowe i
tylko życzymy im bliższego
zaznajamiania się z polityk
czynną. Dokładno poznał
tej |>olityki przekona ich,
można pozostać najlepszy
katolikami i przytom iść
spra wach narodowych rę
w rękę ze związkowcami.
Nic możemy zaliczyć całej
tej kategorji do przyjaciół i
sprzymierzeńców Związku N#
I*. Na to trzeba byłoby cab
kowitej zgodności w zajadach
fundamenta Iny cdi. Lecz t«i
nie możemy zaliczyć jej do
naszych przeciwników. Jest
to akrzydło neutralne, raczej
przyjazne niż przeciwne, a w
każdym razie dla nas sympa
tyczne. liraberskie pożycie
wspólne na obcej ziemi i wspól
na praca dla dobra Ojczyzny
aa tułaj możliwe i w niedale
kiej przyszłości staną sic za
pewne faktem dokonanym.
Drugą część togo przedmio
tu. mianowicie o przeciwni
kach Związku odkładamy do
naaMipmppt nujgsru.
i

xml | txt